Posty

Wędrowny Anioł (X)

Obraz
Mój Wędrowny już nie jest sam.
Pojawiła się jakiś czas temu. Ubrana w lnianą sukienkę, z filuternie zmrużonymi oczami, z dziewczęco związanymi włosami ze sznurka i z koralikami na sukience, wyglądała prawie zwyczajnie, ale - nie tak, jak u Wędrownego - jej skrzydła były wysoko uniesione i doskonale widoczne. Mimo to - wyglądała na zagubioną i niepewną.
Wędrowny nic nie mówił, ale wiedziałam, że doskonale się rozumieją. W ciszy, jaka panowała w pokoju, dało się wyczuć harmonię i taką pełnię współistnienia, jaka jest możliwa tylko wśród aniołów.



Długo spoglądali na siebie, a na ich twarzach błąkał się uśmiech. Byli przyjaciółmi, zanim się spotkali. Nieśli swoje posłanie do ludzi, których spotykali w swojej drodze, która jest ich odwiecznym powołaniem.
Nie było w nich obojętności ani rezerwy. Rozumieli się doskonale bez żadnych słów, a ich skrzydła, tak różne, niosły obietnicę tego samego - że Wędrowne Anioły będą wszędzie tam, gdzie ktoś ich będzie potrzebował. 


Morze, które pamięta...

Obraz
Na premierę tej książki czekałam długo. To nie było oczekiwanie cierpliwe, bo znając wcześniejsze powieści Moniki A. Oleksa, wiedziałam, że to będzie doskonała literatura. Doskonała nie dlatego, że tworzona długo - ale dlatego, że pisana sercem, emocjami i - wiecznym piórem. Nie z doskoku, ale - długofalowo, na przestrzeni nieraz wielu miesięcy. I nie - pod publikę, ale - z potrzeby serca.
"Tylko morze zapamięta".
Książka dojrzała, mocna i konkretna. Taka, jakie lubię najbardziej - i jakie zostawiają ślady w sercu, dotykają duszę, stawiają pytania i wskazują na odpowiedzi. Książka mądra i napisana pięknym, literackim językiem. 
Książka o tym, jak jedna chwila może zmienić całe życie. Książka o takich samych jak my ludziach - i książka dla zwykłych, jak my ludzi.



Premiera tej cudownej powieści odbyła się w moim mieście. Biblioteka u nas działa prężnie, dużo się dzieje i ciągle są jakieś niespodzianki. Zawsze - miłe.
Wystrój sali przypominał niemalże kajutę statku; były sieci, był …

Na co czekasz?

Obraz
Rozświetlił się mój listopad i rozjaśnił wszystko dookoła. Na cmentarzu tyle zniczy, jakby niebo zrzuciło wszystkie gwiazdy na ziemię. Jasno i ciepło się zrobiło i nawet tak jakby - radośniej, choć to dzień zaduszny, i zaduma, i zamyślenie, i ciszy więcej niż zwykle.
Ale - radośniej.
Szept modlitw znad grobów unosił się wysoko i otulał sobą całe miasto i wszystkich - żyjących tutaj, i Żyjących Tam, już na zawsze.


To taka tajemnica, której jak byśmy nie dotykali, nigdy nie dotkniemy do końca. Wymyka się naszym ludzkim wyobrażeniom, naszemu ziemskiemu spojrzeniu i naszej człowieczej wyobraźni. Nie pojmiemy, póki nie doświadczymy. "Ani oko nie widziało...", więc nie ma co wyciągać najbardziej zmyślnych słów, nie podołamy tej rzeczywistości, bo ona Boża, nie ludzka.
Są tacy, którzy próbują. Wśród nas też znajdzie się co i rusz ktoś, kto zaneguje, zwątpi, zamknie oczy, podkręci muzykę na "głośniej"... 
To nic nie zmieni. Prawda się obroni. Bo jest prawdziwa, a nie złudna, ul…

Wędrowny Anioł (IX)

Obraz
- Rozpostarte skrzydła w niczym nie pomagają.
Wędrowny spojrzał na mnie, jakby chciał uzyskać potwierdzenie dla swoich słów.
- Rozpostarte skrzydła zajmują za dużo miejsca. Zwracają na siebie uwagę, i sprawiają wrażenie,jakby się rozpychały.  Nie pozostawiają przestrzeni dla nie-materii: uczuć, ciepła, serdeczności, troski. Jak wy to mówicie? - spojrzał na mnie i zaraz dokończył - człowiek to anioł z jednym skrzydłem.

Zadziwiał mnie. Nie był jak ci, którzy mówią wtedy, gdy chcą zwrócić na siebie uwagę. Był jak Przyjaciel i Powiernik, który mówił to, co konieczne i to, co potrzebne. Nie zarzucał przestrzeni bez umiaru słowami, gestami i obecnością. Był tam, gdzie trzeba, mówił to, co trzeba, i wtedy, kiedy nie wolno było milczeć.
Ciosał moje poglądy i prostował myśli, ale - zawsze dawał wolność.
Nieustannie towarzyszył, ale nigdy nie uzależniał od siebie. Nie przywiązywał i nie stawiał warunków w zamian za swoją obecność.
Był samą Obecnością, która nigdy nie powszednieje.

Wędrowny Anioł (VIII)

Obraz
Rozkołysał się dzisiaj, jakby chciał strząsnąć z siebie resztki niedobrego snu.
Czy aniołom się śni? - zadałam pytanie, bardziej sobie niż Jemu. Usłyszał, bo podniósł głowę i otworzył oczy.
- Anioły nie zasypiają. One nigdy nie śpią, więc nie mają snów. Zawsze są obok, zawsze czuwają, zawsze są wierne i bliskie. Zawsze na wyciągnięcie ręki. I zawsze mają dobre zamiary. 
Są jak światło dnia - i jak światło latarni morskiej podczas sztormu. I we mgle.



I zawsze są. Jeśli tylko zechcesz.
Uśmiechnął się i znów zamknął oczy.
Był jak mędrzec, który nigdy mnie nie wyręcza, ale zawsze wskaże ścieżkę; nie otworzy drzwi, ale wskaże klamkę, niczego nie zrobi za mnie, ale będzie mi towarzyszył.
Zawsze blisko.
I nigdy nie zdradzi.

Słońce dotknęło aureoli Wędrownego swoim złocistym promieniem, a ona zalśniła tysiącem kolorów; roztańczyła powietrze i rozedrgała przestrzeń.
Kierowana odruchem zasłoniłam oczy; kiedy znów je otworzyłam, wszystko było tak, jak przedtem, tylko Wędrowny delikatnie kołysał się w powi…

Wędrowny Anioł (VII)

Obraz
Znowu nic nie mówił. Nie musiał mówić. Wszystko, co mógłby chcieć powiedzieć, samo wypływało z jego wnętrza i, jakby nawlekane na niewidzialną nitkę, układało się przed moimi oczami w słowa i zdania. Litery najpierw pojawiały się jedna po drugiej, w gromadzie, jakby wysypane z pudełka albo kartonu, całkiem przypadkowo. Potem - powoli i nieśmiało zmieniały swoje miejsce, ustawiając się w szeregu i szturchając jedna drugą. Czasem jakaś się gdzieś zapodziewała, ale zawsze prędko znajdowała swoje miejsce. 

 Przypominało mi to trochę zabawy dzieci, które na podwórku to zbijają się w gromadki, to się rozbiegają, to znów - napominane czasem przez starszych - ustawiają się w szeregu, aby za chwilę znów się rozpierzchnąć. 
Tylko patrzył. 
Z ruchu jego warg można było wyczytać całą historię, jaką mi opowiadał. Nie było słychać nawet najmniejszego szmeru, a jednak każda litera, wyraz, fraza były doskonale dopasowane do tego swoistego spektaklu słów przed moimi oczami. Prawie jak taka nowoczesna ksi…

Wędrowny Anioł (VI)

Obraz
- Jak ja mam na imię?
Spojrzałam nie rozumiejąc pytania. Wędrowny Anioł... to nie imię?
- Nie, to istota mnie - odpowiedział bezgłośnie na moje pytanie zadane w myślach.
- Jestem wędrowcem i nie jestem człowiekiem. Wędruję, bo takie mam zadanie. Wędrowanie jest celem. Nie idę gdzieś, dokądś, po coś. Idę, bo takie mam powołanie.
Wy, ludzie, lubicie wszystko nazywać. Wydaje się wam, że macie wtedy nad tym kontrolę. A ty mówisz o mnie - Wędrowny. Nie chcesz mnie nazwać?

Cisza dzwoniła w uszach coraz głośniej. 
Wędrowny przymknął oczy. Wyglądał jakby spał, ale jego obecność była bardzo mocno odczuwalna. Wypełniała sobą cały pokój, aż do ostatniego skrawka miejsca, nie pozostawiając ani odrobiny przestrzeni na jakiekolwiek wątpliwości czy braki, które - wiedziałam o tym dobrze - potrafiły być wszędobylskie i pojawiały się zazwyczaj bez pytania, a potem zostawały na tyle, na ile im się podobało.
Obecność mojego towarzysza była inna. Kojąca, wyraźnie odznaczająca się na tle pospolitości i pełna sza…