Posty

Wędrowny Anioł (XI)

Obraz
Dzisiaj spadło dużo śniegu.
Mój Wędrowny zapatrzył się na ośnieżone drzewa i na sople, zwisające z dachów i gałęzi. Zamyślony długo siedział przy oknie.

- Myślałaś kiedyś, po co pada śnieg? Biały, zimny puch, przykrywający wszystko warstwą lodu i mrozu, pozornie zabierający życie i niszczący to, co za to życie jest odpowiedzialne. Pod tą zimną, nieczułą pokrywą dzieją się jednak cuda. Wszystko zamiera i zapada w sen, aby wiosną ze zdwojoną siłą dać światu wszystko, czego ten oczekuje: życie, radość, kolory, nadzieję...
Wskazał palcem sople.


- Zobacz. Niby nic, woda. Daje życie, gasi pragnienie, obmywa. A kiedy zamarznie... może to życie zabrać. Czy to nie dziwne?
Zamilkł i, jakby sam sobie przytakując, pokiwał głową. Jego aureola rozbłysła milionem drobinek światła, odbitego od śnieżynek, które wirowały za oknem w rytm porywistego wiatru, opadając i wznosząc się, niby tajemnica, nigdy do końca nie odkryta.
Konary drzew, widoczne tuż za moim oknem, zaskrzypiały złowrogo, straszącstadko sikorek…

Świąteczna codzienność

Obraz
Wiecie, że idą Święta Bożego Narodzenia?
Nie takie zwyczajne jak czyjeś imieniny czy jakaś rocznica.
Boże Narodzenie! 
Pamiątka Narodzenia Boga.
Zdajemy sobie z tego sprawę?

Dla mnie w tym roku jest zupełnie inaczej. Tak bardzo inaczej, jak nigdy wcześniej, choć takich samych świąt nie było nigdy.

Pierwsze w życiu pierniczki.




Prosty przepis, niby nic takiego, ale emocje... i moja Mama, która zdobiła wycięte już ciasteczka i układała na blachę.
I potem delikatnie tylko włożyć do pudełka, żeby się nie pokruszyły i żeby wytrzymały do świąt. 

Pierwsza w życiu szarlotka. 
I znów - niby takie nic, ale okienko piekarnika przez dobre 40 minut robiło za telewizor, bo - czy urośnie? nie przypali się? Mama układała ósemki jabłek na tym cieście jak relikwie niemalże, delikatnie, ostrożnie i równiutko. Udał się:)




Pierwsza w życiu pieczeń, taka prawdziwa, z marynatą, z ziołami, a nie z gotową mieszanką. Będzie można i na ciepło, i na zimno. To też było wyzwanie.

Choinka. Mała, taka stojąca na stole. Będziemy u…

Ślady

Obraz
Pierwsze tegoroczne ślady na śniegu.
Nieśmiały on jeszcze i taki mało puszysty, ale tak samo zimny i biały, jak zawsze. Jak od lat. Od stuleci. Jedna z niezmiennych, wyznaczających koleje czasu i świata, stawiających jasne granice człowiekowi, który chciałby wszędzie, wszystko i zawsze.

Mieć. Brać. Mnożyć, nie dzieląc się z innymi. 
Kolejne spotkania z różnymi ludźmi, jakich spotykam na swojej drodze życia. To, co mnie nieustannie zdumiewa, to różnorodność charakterów, spojrzeń i serc. To zaś, co mnie wprawia w zakłopotanie, to hojność, z jaką niektórzy dzielą się wszystkim, co mają, co potrafią, kim są i nad czym trzymają pieczę. Hojność przeobfita, ale zawsze mądra i zawsze doskonale wymierzona. 



Spotykam takich, którzy nigdy nic, ale nieporównywalnie częściej takich, którzy mają dobre serca, ale boją się je pokazać w obawie, że zostaną zranieni. 
Dzisiejsze spotkania z ludźmi zostawiają we mnie ślad, którego nie zatrze żadna mentalna gumka myszka i którego nie zniszczy nawet największa …

Wędrowny Anioł (X)

Obraz
Mój Wędrowny już nie jest sam.
Pojawiła się jakiś czas temu. Ubrana w lnianą sukienkę, z filuternie zmrużonymi oczami, z dziewczęco związanymi włosami ze sznurka i z koralikami na sukience, wyglądała prawie zwyczajnie, ale - nie tak, jak u Wędrownego - jej skrzydła były wysoko uniesione i doskonale widoczne. Mimo to - wyglądała na zagubioną i niepewną.
Wędrowny nic nie mówił, ale wiedziałam, że doskonale się rozumieją. W ciszy, jaka panowała w pokoju, dało się wyczuć harmonię i taką pełnię współistnienia, jaka jest możliwa tylko wśród aniołów.



Długo spoglądali na siebie, a na ich twarzach błąkał się uśmiech. Byli przyjaciółmi, zanim się spotkali. Nieśli swoje posłanie do ludzi, których spotykali w swojej drodze, która jest ich odwiecznym powołaniem.
Nie było w nich obojętności ani rezerwy. Rozumieli się doskonale bez żadnych słów, a ich skrzydła, tak różne, niosły obietnicę tego samego - że Wędrowne Anioły będą wszędzie tam, gdzie ktoś ich będzie potrzebował. 


Morze, które pamięta...

Obraz
Na premierę tej książki czekałam długo. To nie było oczekiwanie cierpliwe, bo znając wcześniejsze powieści Moniki A. Oleksa, wiedziałam, że to będzie doskonała literatura. Doskonała nie dlatego, że tworzona długo - ale dlatego, że pisana sercem, emocjami i - wiecznym piórem. Nie z doskoku, ale - długofalowo, na przestrzeni nieraz wielu miesięcy. I nie - pod publikę, ale - z potrzeby serca.
"Tylko morze zapamięta".
Książka dojrzała, mocna i konkretna. Taka, jakie lubię najbardziej - i jakie zostawiają ślady w sercu, dotykają duszę, stawiają pytania i wskazują na odpowiedzi. Książka mądra i napisana pięknym, literackim językiem. 
Książka o tym, jak jedna chwila może zmienić całe życie. Książka o takich samych jak my ludziach - i książka dla zwykłych, jak my ludzi.



Premiera tej cudownej powieści odbyła się w moim mieście. Biblioteka u nas działa prężnie, dużo się dzieje i ciągle są jakieś niespodzianki. Zawsze - miłe.
Wystrój sali przypominał niemalże kajutę statku; były sieci, był …

Na co czekasz?

Obraz
Rozświetlił się mój listopad i rozjaśnił wszystko dookoła. Na cmentarzu tyle zniczy, jakby niebo zrzuciło wszystkie gwiazdy na ziemię. Jasno i ciepło się zrobiło i nawet tak jakby - radośniej, choć to dzień zaduszny, i zaduma, i zamyślenie, i ciszy więcej niż zwykle.
Ale - radośniej.
Szept modlitw znad grobów unosił się wysoko i otulał sobą całe miasto i wszystkich - żyjących tutaj, i Żyjących Tam, już na zawsze.


To taka tajemnica, której jak byśmy nie dotykali, nigdy nie dotkniemy do końca. Wymyka się naszym ludzkim wyobrażeniom, naszemu ziemskiemu spojrzeniu i naszej człowieczej wyobraźni. Nie pojmiemy, póki nie doświadczymy. "Ani oko nie widziało...", więc nie ma co wyciągać najbardziej zmyślnych słów, nie podołamy tej rzeczywistości, bo ona Boża, nie ludzka.
Są tacy, którzy próbują. Wśród nas też znajdzie się co i rusz ktoś, kto zaneguje, zwątpi, zamknie oczy, podkręci muzykę na "głośniej"... 
To nic nie zmieni. Prawda się obroni. Bo jest prawdziwa, a nie złudna, ul…

Wędrowny Anioł (IX)

Obraz
- Rozpostarte skrzydła w niczym nie pomagają.
Wędrowny spojrzał na mnie, jakby chciał uzyskać potwierdzenie dla swoich słów.
- Rozpostarte skrzydła zajmują za dużo miejsca. Zwracają na siebie uwagę, i sprawiają wrażenie,jakby się rozpychały.  Nie pozostawiają przestrzeni dla nie-materii: uczuć, ciepła, serdeczności, troski. Jak wy to mówicie? - spojrzał na mnie i zaraz dokończył - człowiek to anioł z jednym skrzydłem.

Zadziwiał mnie. Nie był jak ci, którzy mówią wtedy, gdy chcą zwrócić na siebie uwagę. Był jak Przyjaciel i Powiernik, który mówił to, co konieczne i to, co potrzebne. Nie zarzucał przestrzeni bez umiaru słowami, gestami i obecnością. Był tam, gdzie trzeba, mówił to, co trzeba, i wtedy, kiedy nie wolno było milczeć.
Ciosał moje poglądy i prostował myśli, ale - zawsze dawał wolność.
Nieustannie towarzyszył, ale nigdy nie uzależniał od siebie. Nie przywiązywał i nie stawiał warunków w zamian za swoją obecność.
Był samą Obecnością, która nigdy nie powszednieje.