Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klara. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

Klara (VIII)

Niepewność. Niepokój. Jakaś niewiadoma. Zaciemniona rzeczywistość. Przesłonione postrzeganie. Nie znajdowała słów, aby nazwać swoje emocje. Była pewna tylko tego, że nie były dobre. Ale nie wiedziała, skąd one, dlaczego – i dlaczego akurat teraz tak mocno dawały się we znaki. Mogła przypuszczać, podejrzewać, ale – nie miała pewności, czy jej myśli podążają w dobrym kierunku i czy słowami, gdyby je dopuściła do głosu, będzie umiała umiejętnie nazwać to, co się w niej zbudziło i co uwierało jak nieznośny kamyk w za ciasnym bucie.
Zbudziło… Nie – „powstało” ani nie „narodziło się”. Zbudziło. Czyli – musiało już w niej mieszkać. Odkrycie tej oczywistej rzeczy podziałało na nią jak bicz, którego koniec smagał jej serce i jej duszę, a każde uderzenie było jak ogień i jak rozpalone żelazo. Bolało. Kurczyła się w środku tak bardzo, że czuła, że jeszcze chwila i rozsypie się jak garstka piasku i nie będzie jej, zniknie całkiem i  na zawsze.
Na policzkach poczuła łzy. I to był jej ratunek. Płakała tak, jak chyba jeszcze nigdy, a każda łza była niby kropla życiodajnej wody i łyk świeżego powietrza. Długi szloch wstrząsał jej ramionami, a dłonie nie były w stanie zatamować tego płaczu. Krzyknęła, kiedy poczuła dotyk czyjejś ręki na ramieniu.

***

Otworzyła oczy. Poduszka była cała mokra. To był sen. Z jednej strony – odczuła ulgę, ale wiedziała, że nie uda się jej tak szybko z niego otrząsnąć. Był tak bardzo realny, że aż bolał. Wyciągnęła rękę i zapaliła lampkę na biurku. Przez lekko uchylone drzwi do jej pokoju wpadała smużka światła. Wstała powoli. Dziadek nie spał. Siedział w fotelu i czytał książkę.
- Dziadku, co się stało? Dlaczego nie śpisz? – Klara była poważnie zaniepokojona. Dziadek był dla niej najważniejszy na świecie, dlatego zauważała każdy drobiazg inny niż zazwyczaj. To ona miewała inne godziny snu, wracała do domu o różnych porach dnia, jadała też różne rzeczy, w różnych miejscach i… w różnym towarzystwie. Dziadek żył tak, że obserwując jego krzątaninę, można było nastawiać zegarek. Szósta – pobudka. Siódma – śniadanie i leki. Ósma – wyjście do pracy. I tak codziennie oprócz niedzieli, kiedy także wychodził o ósmej, ale – na mszę do pobliskiego kościoła. Klara była tam z nim tylko raz. Kiedy w sobotę się zasiedziała przed komputerem albo przy książce, siódma rano w niedzielę był nieludzką porą do wstawania. Dziadek rozumiał i o nic nie pytał. Ale teraz siedział z książką w ręku mimo bardzo późnej pory.
- Dziadku, dobrze się czujesz?
Pan Władek spojrzał na wnuczkę z miłością.
- Martwisz się o mnie? Wszystko dobrze, po prostu się zaczytałem. Już idę spać, ty też wracaj do łóżka, Klarciu – uśmiechnął się do dziewczyny i wyciągnął do niej rękę, aby ją przytulić. Klara była piękną, młodą kobietą, ale nie unikała dziadkowych czułości. Tylko on ją przytulał, a kiedy zmarła babcia, także pan Władek potrzebował tej bliskości. Potrzebowali siebie oboje i pomagali sobie jak tylko potrafili.
Klara bez słowa wtuliła się w dziadkowe ramiona. Znowu poczuła łzy pod powiekami.
-Kochanie, płaczesz? Czemu płaczesz? – pan Władek delikatnie odsunął wnuczkę od siebie i spojrzał w jej oczy. – Co się stało?
- To nic dziadku, przejdzie, to nic – Klara próbowała unikać dziadkowego wzroku, ale wiedziała, że pan Władek dopnie swego. Zawsze tak było. Jak chciał się czegoś dowiedzieć, to drążył, dopóki mu wszystkiego nie powiedziała.
- Dziadku, a możemy o tym porozmawiać jutro? Rano wszystko ci opowiem, obiecuję.
Pan Władek spojrzał na zegarek.
- Dobrze, Klarciu, ale nie wywiniesz się, pamiętaj, że obiecałaś – żartobliwie pogroził jej palcem i z powrotem przyciągnął do siebie, aby utulić dziewczynę na dobranoc.
Klara nie odpowiedziała. Wtuliła twarz w pachnący sweter dziadka i zapragnęła, aby ta chwila nie skończyła się nigdy. Tak było jej dobrze.

PS. Tak, jak obiecałam, moi bohaterowie wrócili. To nie jest taki powrót, jakiego się spodziewaliśmy, ale cóż - to nie ja wymyślam tą fabułę. Ja jestem tylko kronikarzem...

wtorek, 15 maja 2018

Klara (VII)



***

Nigdy wcześniej z nikim nie czuł się tak swobodnie. Śmiał się z własnych żartów, nie był skrępowany czyjąś obecnością w zazwyczaj pustym jego mieszkaniu. Na palcach jednej ręki mógłby policzyć dni, kiedy nie był sam. Nie robił takich rachunków, bo nie chciał się przekonywać o tym, jak bardzo jest samotny. Myślał, że nigdy nie będzie mu to przeszkadzać. Myślał, że będzie go to zawsze cieszyć, że jest sam, że nikt mu nie przeszkadza, że może u siebie robić, co chce. Na początku tak było. Ale w końcu przyszedł taki dzień, kiedy sam siebie zapytał, jak długo można robić nawet najbardziej zwariowane rzeczy, ale samemu? Na to pytanie nie znajdował odpowiedzi.

- Klara, dziecko, gdzie ty jesteś? – pan Władek bezradnie rozglądał się po sklepie. Gdzie ta dziewczyna się podziała? Przed chwilą z nią rozmawiał, a teraz nigdzie jej nie było. Nie mogła wyjść, słyszałby dzwoneczek.
- Tu jestem, dziadku, tutaj – pan Władek aż podskoczył. Słyszał głos, ale nikogo nie widział. Nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo Klara wynurzyła się zza kontuaru, cała zziajana i czerwona z wysiłku. – Długopis mi spadł. Kiedy się po niego schyliłam, łokciem strąciłam cały pojemnik z pisakami i chciałam je od razu pozbierać. Trochę to trwało. Ale już jestem.
Pan Władek spojrzał zdziwiony na wnuczkę.
- Klarciu, co z Tobą? Najbardziej uważna, najsprytniejsza dziewczyna pod słońcem - takie rzeczy? Łokciem – kubek?
- Oj, dziadku, zdarza się przecież najlepszym – Klara próbując uśpić czujność mężczyzny, machnęła lekceważąco ręką i roześmiała się serdecznie, ale pan Władek nie dawał za wygraną.
- Klarciu, a może ty chora jesteś? Może masz gorączkę? – podszedł do dziewczyny i dotknął jej czoła – o masz, babo placek. Rozpalona jak piec! Marsz do domu i do łóżka. Zaraz zadzwonię do mamy i powiem jej…
- Dziadku, nic mi nie jest, naprawdę – Klara próbowała się bronić, ale wiedziała, że to nic nie da. Pan Władek był najukochańszym, najwspanialszym, najdroższym dziadkiem pod słońcem. I najbardziej upartym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znała. Żartowała czasem, że kiedy ludzie stali w kolejce po wzrost i rozum, to dziadek stanął tam, gdzie nie było kolejki i wziął wszystko, co było. A że tam dawali upór… to teraz nie było na niego mocnych.
- Dziadku, a może ja zaparzę sobie herbaty z malinami i siądę na zapleczu, przykryję się kocem… ?- spojrzała pytająco na starszego mężczyznę i dokończyła trochę ciszej – bo ja to nie mam ochoty wracać do domu. Tam nikt na mnie nie czeka.
Pan Władek prędko podszedł do Klary i mocno ją przytulił. Wiedział, że dziewczyna mówi prawdę. Nigdy o tym nie rozmawiali, unikając trudnych, ciężkich tematów, ale doskonale wiedzieli, że prędzej czy później trzeba będzie wrócić do tej sprawy.
- Dobrze, Klarciu, już dobrze. Za godzinkę zamkniemy sklep i razem wrócimy do domu, chcesz?
Milczenie i wdzięczność wymalowana w oczach Klary starczyła za całą odpowiedź. Oczywiście, że chciała. To była jedyna rzecz, jakiej na pewno w tej chwili pragnęła. Za nic w świecie nie mogła zostać sama. A dziadek był jedynym człowiekiem, przy którym czuła się dobrze i bezpiecznie.

PS. To ostatni odcinek tej opowieści na blogu. Przynajmniej na ten czas. Bohaterowie też czasem muszą odpocząć ;) 
Ta historia jest dość złożona, ale wiem, że będzie miała ciąg dalszy. Wiem, że do niej wrócę, bo stała mi się w jakiś sposób bliska. Obiecuję, że za jakiś czas dam znów znać, co słychać u Klary i Kuby, i pana Władka. 
Dori eS


wtorek, 20 marca 2018

Klara (VI)



- Dzień dobry. 

Drgnął na dźwięk jej głosu. Przegadali całe popołudnie, wieczór i kawałek nocy, ale wciąż nie mógł się nadziwić, jak pięknie brzmiała. Po prostu idealnie. Ani za głośno, ani za cicho. Spokojnie, śpiewnie – a przy tym tak zwyczajnie, jak codzienność, jak dzień i noc, jak pory roku.I jak poranna kawa. 
- Dzień dobry. Jak się czujesz? 
Musiał o to zapytać. Wiedział, że mogła czuć się zawstydzona i zmieszana, choć nie zrobili niczego, czego należałoby się wstydzić. Rozmawiali, milczeli, uśmiechali się do swoich myśli i trochę do siebie; patrzyli w tym samym kierunku – przed siebie, ale też zaglądali w głąb swoich serc, bez lęku, po raz pierwszy chyba w życiu, że znowu będzie bolało. 





Kuba nie wiedział, czy powinien tam iść. Stał nieopodal i patrzył, jak Klara wchodzi w bramę, za którą znajdował się sklepik ze starociami. Obserwował ją tak zachłannie, że dopiero pieczenie pod powiekami przypomniało mu, że powinien mrugać. Ta dziewczyna go oczarowała. Jej sposób chodzenia i mówienia, jej uśmiech i to, w jaki sposób wycierała okulary; jej głos i delikatne dłonie, którymi pakowała ten nieszczęsny młynek do kawy. „Młynek!” – jęknął w duchu Kuba – „przecież ja muszę tam pójść, przynajmniej po niego!” Tysiące myśli kotłowało się w jego głowie, aż zrobiło mu się gorąco mimo deszczu, który od dwóch dni skutecznie odstręczał ludzi od przesiadywania na rynku Starego Miasta. Na uliczkach nie było nikogo, a kawiarnie, które zazwyczaj tętniły życiem, wypełniała jedynie pustka, taka dosłowna, że prawie można było ją dotknąć. 
Gdyby nie ten młynek, nie musiałby nigdzie iść, niczego szukać. Mógłby teraz siedzieć w domu i przez okno patrzeć na mokry, zapłakany świat. „Gdyby nie ten młynek” – odezwał się cichy głosik w głowie Kuby –„ to nie poznałbyś Klary”. „Racja” zgodził się Kuba z tym czymś, co mu gadało w głowie. 
Kuba był inny niż większość jego rówieśników. Grał na skrzypcach, nie lubił futbolu i świetnie gotował, a wakacje spędzał w schronisku dla zwierząt, pomagając tam jako wolontariusz. Z tego powodu nie miał zbyt wielu kolegów, ale absolutnie mu to nie przeszkadzało. Był typem samotnika – i jak na samotnika przystało, bardzo dużo czytał i nosił okulary. Może też z tego powodu zwrócił uwagę na Klarę. Choć okulary na pewno nie były jedynym tego powodem. 
„Rusz się wreszcie”, tym razem sam siebie zbeształ, nie czekając, aż zrobi to coś w jego głowie, „rusz się i idź”. 
Kuba zrobił krok do przodu. Pójdzie. Zapyta o młynek, a potem jakoś będzie. Najważniejsze, że znów ją zobaczy.

poniedziałek, 19 marca 2018

Klara (V)




Bał się poruszyć. Wszystko było takie mało rzeczywiste, że najmniejszy szelest mógł bezpowrotnie spłoszyć ciszę, która poprzedniego dnia tak ich otuliła. Bał się też otworzyć oczy, aby nie zamazać tego obrazu, jaki pod jego powiekami wymalowała noc. Opuszki jego palców wciąż grzały się w ciepłe jej dłoni, a na szyi wciąż czuł jej spokojny oddech. Chciał, żeby ta noc nie skończyła się nigdy.
***

- I jak tam, podobał się film? - usłyszała Klara, kiedy tylko otworzyła drzwi sklepiku - Czy jak zawsze nie pamiętasz, o czym był, bo cały seans przegadałaś?
Pan Władek wiedział, że tylko on może tak żartować. Klara go uwielbiała, zresztą wzajemnie, on za nią po prostu przepadał. Lubili swoje towarzystwo, mimo - jak czasem śmiała się Klara - poważnej różnicy wieku. Zawsze mieli o czym rozmawiać i właściwie nie mieli przed sobą tajemnic. Kiedyś celnie zauważył, że mógłby być najlepszą przyjaciółką swojej wnuczki, gdyby nie był jej dziadkiem. Długo się wtedy śmiali, a Klara powtarzała ten żart przy każdym rodzinnym spotkaniu. Pasowali do siebie. Zresztą, Anielę też Klara kochała. Zawsze po szkole wpadała do nich zrobić zakupy albo posiedzieć i wypić z nimi herbatkę z malin, które - też razem - zbierali latem na wsi u przyjaciół.
- Oj dziadku, jak możesz! - Klara z dobrze udawanym oburzeniem pogroziła mu palcem - przecież w kinie nie wolno rozmawiać, a my z Elwirą jesteśmy dobrze wychowane.
Pan Władek serdecznie się roześmiał. Lubił się przekomarzać z wnuczką i wiedział, że Klara też uwielbia te jego słowne zaczepki. To były bardzo miłe chwile i dostarczały mu potem wielu cennych wspomnień, kiedy czasem czarne myśli, niczym banda łobuzów, nie dawały mu żyć. Ratował się wtedy wspomnieniami i zawsze dbał o to, aby mu ich nie zabrakło. Czasem w jego głowie pojawiała się taka refleksja, że co by się nie działo, na szczęście jest Klara.
- To co, Klarciu, powiesz mi, o czym był film?
- A ty mi powiesz, dziadku, od kogo dostałeś kwiaty? – Klara wypatrzyła bukiet róż na zapleczu – czyżby jakaś bardzo wdzięczna klientka? – dziewczyna figlarnie zmrużyła oczy, wskazując na flakon stojący na komódce przy ścianie.
Pan Władek złapał się za głowę z dobrze udawanym oburzeniem:
- Jeszcze tego brakowało, żeby kobieta przynosiła mi białe róże. Przecież to nie do pomyślenia, nie uważasz? – spojrzał na Klarę pytająco, wyraźnie czekając na odpowiedź.
Klara westchnęła.
- Dziadku, przecież ty się znasz na żartach, zapomniałeś? – spytała. – Powiesz mi, od kogo te kwiaty, czy mam zgadywać?
- Powiem, pewnie że powiem. I powiem ci, kochanie, że jakbym ci nie powiedział, to nigdy byś nie zgadła – pan Władek świetnie się bawił podczas tej rozmowy. Wiedział, że Klarę zjada ciekawość, ale postanowił jeszcze troszeczkę ją potrzymać w niepewności. Odwrócił się na pięcie i z tajemniczym uśmiechem wszedł na zaplecze, zostawiając osłupiałą Klarę na środku sklepu, przed drewnianym, solidnym kontuarem, który od tylu lat służył za ladę, że sam pan Władek nie pamiętał dokładnie, kiedy ją kupił.
- Dziadku! – Klara natychmiast ruszyła za mężczyzną, zdejmując po drodze czapkę i i kładąc ją na oparciu dziadkowego fotela. – Dziadku, od kogo?
- Przede wszystkim, moja panno – zaczął uroczyście pan Władek, z trudem utrzymując powagę – te kwiaty są dla ciebie, nie dla mnie. Nic nie mów! – wtrącił widząc, że Klara już otwiera usta – najpierw wysłuchaj. Te kwiaty przyniósł wczoraj jakiś młody mężczyzna. Prosił, aby ci przekazać od wdzięcznego klienta. Nie wiem, co tu się działo, jak mnie nie było, ale jeśli jeszcze raz coś podobnego będzie miało miejsce, to… - pan Władek zawiesił głos i, udając surowego, spojrzał na nic nie rozumiejącą wnuczkę, a potem dokończył, już z uśmiechem – to cały sklep przepiszę na ciebie, bo widzę, że świetnie sobie radzisz.
- Dziadku, co ty mówisz? Poważnie? Dla mnie? Ale od kogo? Przecież ja nic takiego nie ten… - zaczęła Klara i poczuła, że się czerwieni.
- Żadnej innej dziewczyny tutaj nie zatrudniam, więc na pewno chodziło o ciebie – uśmiechnął się pan Władek- ten chłopak powiedział, że kupił młynek do kawy, ale że go chyba tutaj zostawił, bo nigdzie go nie ma.
Klara bez słowa sięgnęła do torby, którą wciąż miała przewieszoną przez ramię i wyjęła z niej zawiniątko przewiązane sznurkiem. Spojrzała na dziadka:
- To jak chciał kupić, to czemu zostawił na schodach? – spytała, rumieniąc się jeszcze bardziej.
Za ich plecami skrzypnęły drzwi. Pan Władek zerknął w ich stronę i zanim zabrzmiało: „Dzień dobry”, powiedział do Klary:
- Zdaje się, że sama go możesz o to zapytać…



środa, 7 marca 2018

Klara (IV)



***

Dzień podobny do dnia. Zawsze taki sam, niczym się nie wyróżniający.

Spotkał ją przypadkiem. Tam, z boku wieży zegarowej na rynku. Była taka smutna i tak strasznie sama. Siedziała na ostatnim stopniu schodów do Ratusza, wciśnięta prawie w kamienną poręcz. Wpatrzona w ekran swojej komórki, machinalnie przesuwała palcem obrazy i treści. Nie wiedział, czy czytała. Chyba nie. Nie wiedział też,  czemu do  niej zagadał. Wcale mu się nie podobała. Była szara i nijaka.

Kiedy zaczęli rozmawiać, czas przyspieszył i zbyt prędko nadeszła noc. W mroku jej oczy błyszczały. Coś w nim pękło. 




Drzwi wejściowe zaskrzypiały w momencie, kiedy pan Władek wstawiał wodę na herbatę. Poranki były chłodne, a tego dnia Klara przychodziła później, więc musiał sobie poradzić sam.

- Dzień dobry! – stojący za ladą chłopak wyglądał na jakieś 20 lat. Był wysokim, szczupłym młodym mężczyzną z wyraźnie widocznym, ciemnym zarostem. Uśmiechał się niepewnie, jakby zabłądził.

- Witam pana! – Pan Władek uścisnął przybyłemu rękę - Mogę w czymś panu pomóc?

- No właśnie nie wiem – młody chłopak zawahał się. – Szukam takiej dziewczyny… ona tu była wczoraj, sprzedała mi młynek do kawy… i ja go zostawiłem chyba, i przyszedłem zapytać…

- Klary pan szuka? – Pan Władek zsunął okulary na czubek nosa i uważnie spojrzał na Kubę, który wyglądał na mocno przejętego i niepewnego.

- No nie wiem, nie wiem jak miała na imię – Kuba próbował odzyskać rezon – ale jeśli ona tu sprzedaje, to tak, właśnie jej szukam.

Pan Władek spostrzegł bukiet białych róż za plecami chłopaka.

- A te kwiaty to dla niej? – spytał z uśmiechem – tak bardzo zmartwiłeś się tym młynkiem?

Kuba nie odpowiedział od razu. Popatrzył na czubki swoich butów, potem na zegar nad kontuarem. Wyciągnął zza pleców bukiet róż i dopiero spojrzał na swojego rozmówcę.

- To nie przez młynek. A kwiaty… tak, są dla niej.

Pan Władek podszedł bliżej do chłopca i położył mu rękę na ramieniu.

- Kwiaty zostaw. Przekażę. A młynka tutaj nie ma. Przykro mi, ale w tej sprawie ci nie pomogę.

- Szkoda. Długo go szukałem, to miał być prezent dla taty – Kuba nie wyglądał na zmartwionego mimo słów, jakie wypowiadał – a kwiaty wolałbym dać sam, ale skoro Klary nie ma… - zawahał się – mógłby pan jej przekazać, że to od wdzięcznego klienta?

Pan Władek uśmiechnął się i pokiwał głową.

- Załatwione. Klara bardzo lubi róże. Białe i herbaciane – porozumiewawczo mrugnął okiem i wyciągnął rękę po bukiet – trzeba je wstawić do wody.

Kuba oddał kwiaty i odetchnął z ulgą. Teraz trzeba iść szukać kolejnego młynka do kawy. Już powiedział ojcu, że ma dla niego prezent, więc nie było wyjścia.

Pożegnał się z panem Władysławem i skinął głową.

Wiedział, że na pewno tu wróci. Ale nie miał odwagi zapytać, kiedy Klara będzie w pracy. Będzie zaglądał. Kiedyś trafi.




poniedziałek, 5 marca 2018

Klara (III)

***
Wieczory na Starówce były urokliwe. Słońce długo nie chciało zachodzić, patrząc z zazdrością na młodych, którzy spędzają swój wolny czas tam, gdzie tętniło życie i gdzie biło serce miasta. Ludzie byli uśmiechnięci, radośni, rozmawiali ze sobą, czytali książki. Było po prostu pięknie. Tylko ten jeden zakątek rynku, tuż za wieżą z zegarem, był dla słońca niedostępny. Strzeżony uparcie przez wysokie mury sąsiednich kamienic, które nigdy nie dopuszczały tam słonecznych promieni. Tam zawsze było zimno.



Klara przyspieszyła kroku. Już była spóźniona, a miała do pokonania jeszcze kilka przecznic i duży park. Dzisiejsza wizyta w sklepiku tego, jak sama określiła, dziwnego człowieka, zabrała jej pewność siebie. Był intrygujący i nawet nieco zabawny, ale nie umiała nazwać emocji, jakie w niej obudził.
Próbowała odsunąć te myśli. Jeszcze jeden, trochę dziwny może, ale – klient. Nie będzie się nim przejmować. Odkąd pomaga dziadkowi w tym sklepiku, czasem zdarzały się niezwykłe spotkania. Miejsce nie było zwyczajne, więc i kupujący zwykli nie byli. Dziadek mawiał, że starocie mają duszę a ci, którzy ich szukają, potrafią tą duszę zobaczyć i odnaleźć.
Kochała dziadka i bardzo lubiła te jego opowieści. Najbardziej ze wszystkich pamiętała historię o marynarzu, którzy przyszedł do nich poszukując swojej fajki. Klary wtedy nie było, ale dziadek tak zachęcał i zachwalał towar, że zamiast z jedną, ów człowiek ostatecznie wyszedł z trzema. A potem przysłał kartkę z rejsu z podziękowaniem i pozdrowieniami „dla tych, co na lądzie”. Nieco dziwny, ale przemiły człowiek.
- No, wreszcie jesteś – Elwira zerwała się z ławki na równe nogi – nie mogłaś wcześniej wyjść z pracy?
- Przepraszam – Klara przytuliła przyjaciółkę – nie chciałam zostawiać dziadka samego ze wszystkim. Chciałam pomóc tyle, ile tyle mogę.
Elwira machnęła ręką.
- Wiem przecież. Tak tylko zagajam – żartobliwie przymrużyła oko – przecież wiem, że dziadek to jedyny mężczyzna w twoim życiu.
Klara się zarumieniła. Nie odpowiedziała na tą zaczepkę, ale zastanowiło ją, dlaczego jej myśli znów pobiegły w stronę tego dziwnego chłopaka, który dziś szukał u dziadka w sklepiku ręcznego młynka do kawy. I nie miała pojęcia, dlaczego ten młynek znalazła potem na schodkach sklepu.

niedziela, 4 marca 2018

Klara (II)

***

Tamtego dnia miało nie być w kalendarzu. Miał być inny. Pod tą samą datą, może nawet w tym samym miejscu, ale – na pewno nie miało się nic wydarzyć. Marzec  miał być wiosenny i spokojny, ziemia miała powoli odkrywać swoją siłę, pokazując, powoli i nie od razu, życie, jakie w ciągu zimy ukołysała mrozem i śniegiem, a teraz wracała je do życia słońcem delikatnym, przyjemnym deszczem; drzewa miały zielenieć, trawa miała rosnąć z początku powoli i nieśmiało, a potem – jak na wyścigi; ptaki miały śpiewać od świtu do zmierzchu, nie dając się skupić na niczym, bo chciałby się tylko słuchać i słuchać.

Zamiast tego nie było nic. Pustka, której nie można było dotknąć, a mimo to była niemal widoczna i osaczała ze wszystkich stron…


- Dziadku, ja już pójdę, dobrze? Poradzisz sobie z rozliczeniem kasy? – Klara skończyła zmywać podłogę i z takim pytaniem zajrzała na zaplecze, gdzie starszy mężczyzna siedział nad fakturami.

- Dobrze, dobrze, pewnie, leć już. Ze wszystkim sobie poradzę – pan Władek uśmiechnął się do swojej ukochanej, jedynej wnuczki.

To było dobre dziecko. Od kilku lat pomagała mu w sklepiku i nigdy nie zdarzyło się, aby nie przyszła, kiedy ją o to poprosił. Zawsze gotowa, chętna, pomocna. A przy tym klienci ją lubili, bo była miła i umiała doradzić, nie tak, jak tamten, pożal się Boże, praktykant, który nie odróżniał kolorów. Wytrzymał z nim do końca umowy o praktykę, ale o dalszej współpracy słyszeć nie chciał. Odmówił grzecznie, ale stanowczo.

Sam był coraz starszy. Nie zawsze też zdrowie mu dopisywało tak, jak by sobie tego życzył. Klara była dla niego ogromnym wsparciem i nawet skrycie marzył, że kiedyś przejmie po nim ten sklepik. Nie było z niego kokosów, ale też on nie był łasy na pieniądze. Ot, tylko tyle, żeby uczciwie żyć, mieć z czego opłacić rachunki i od czasu do czasu móc odłożyć kilka złotych na rachunek oszczędnościowy.

Pan Władek był prostym człowiekiem. Od pięciu lat mieszkał w kamienicy razem z rodziną swojej córki. Kiedy zmarła Aniela, jego żona, nie chciał mieszkać sam. Wszystko tam przypominało mu wspólne lata z tą, której już nigdy miał nie zobaczyć. Nie radził sobie z samotnością, z tą dzwoniącą w uszach ciszą, z tym wszędobylskim, wydawałoby się, ironicznym chichotem losu. Życie nigdy pana Władka nie oszczędzało, a śmierć jego żony była tą kroplą, która przelała czarę goryczy. Wtedy, po pogrzebie, gdyby nie Klara – pan Władek nie miał dokąd iść. Miał dom, do którego nie chciał wracać. Klara to widziała. Bez słowa wzięła go za rękę i zaprowadziła do samochodu, którym pojechali razem do jego mieszkania Wzięli trochę rzeczy i po prostu – zabrali dziadka do siebie. Bardzo był im za to wdzięczny. Myślał nawet, że może pomieszka u nich trochę i wróci, ale było im dobrze razem, a Klara uprosiła go, aby z nimi został. Małgorzata i Michał, rodzice Klary, nie mieli nic przeciwko. Więc został. Sam nie wiedział, dlaczego. Ale tych pięć lat upłynęło nie wiadomo kiedy i jakoś nikomu nie przychodziło do głowy, że może być inaczej.

wtorek, 27 lutego 2018

Klara (I)

- Nigdy nie będę taka jak ona, słyszysz? Nigdy!

 Słowa, jakie wykrzyczały jej wykrzywione usta, raniły jego serce. Przecież on nigdy nie pomyślał nawet przez chwilę, aby ją do kogokolwiek porównywać. Dla niego ona była jedyną kobietą na świecie. Nieważne, że nie znali się długo - dla niego właśnie Klara była tą, którą szukał. Znalazł. Mógł zwolnić.

Klara.
Spotkał ją przypadkiem, w jakimś maleńkim sklepiku ze starociami. Uparł się, że kupi ojcu taki stary, ręczny młynek do kawy, jaki zawsze ojciec chciał mieć. Był smakoszem kawy - i miał słabość do staroci. Kuba chciał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Był chyba wszędzie. To było ostatnie miejsce, gdzie miał nadzieję znaleźć prezent dla ojca, choć - jak sam się przed sobą przyznawał - jego nadzieja chwiała się już mocno w posadach. Wszedł tam, otwierając ciężkie, drewniane drzwi i schodząc po skrzypiących, drewnianych schodach ostrożnie w dół. Sklepik nazywał się tak, jak miejsce, gdzie się znajdował: "Po schodkach".
I tam był ten młynek.
Tam też była Klara. Stała za ladą, czyszcząc swoje okulary niewielkim kawałkiem flaneli. Kuba nie wiedział, co powiedzieć. Zapytanie o młynek do kawy wydawało mu się nie na miejscu. Nie pyta się dziewczyn o takie rzeczy. Można spytać o imię. Ale o młynek?
Klara wybawiła go z kłopotu. Zwyczajnie założyła okulary i uśmiechnęła się do niego.
- Czy mogę w czymś pomóc?
Kuba ugryzł się w język, żeby szczerze na to pytanie nie odpowiadać. Był absolutnie oczarowany jej urodą, jej głosem, jej uśmiechem - zbyt oczarowany, żeby móc logicznie rozmawiać. Wydusił tylko:
- Młynka szukam. Jest może? - powiedział i się zaczerwienił. "Zabrzmiało idiotycznie" - pomyślał i próbował się poprawić - Chodzi mi o taki stary, drewniany młynek do kawy dla mojego stare... yyy, znaczy, dla taty. "Ty palancie" - ta myśl była naturalnym następstwem tego zdania.
Klara roześmiała się.
- Nie wiem, czy dokładnie tego szukasz, ale mamy taki jeden tutaj... - powiedziała, schylając się, aby sięgnąć pod ladę. - Może być taki? - spytała, stawiając przedmiot na ladzie.



Kuba nawet na niego nie spojrzał. Wpatrzony w Klarę, kiwnął zamaszyście głową.
- Tak, właśnie takiego szukałem. Jest doskonały. Absolutnie. Kupuję. - kolejne słowa wyrzucał z siebie z prędkością pocisków karabinu maszynowego.
Klara spojrzała zdziwiona.
- Jesteś pewien? - spytała, delikatnie dotykając młynka i próbując zakręcić korbką.
- Tak, tak, jestem pewien. - Kuba postanowił nie dać się zbić z tropu. -Tak, na pewno.
- Skoro tak... - Klara sięgnęła po torebkę, delikatnie włożyła sprzedaną rzecz do środka, przewiązała jeszcze sznureczkiem i wręczyła chłopakowi. Ten wyjął pieniądze i położył na ladzie. Dziewczyna wzięła banknot, podziękowała i wydała resztę, dołączając do niej paragon.
Przez ostatnie kilkanaście sekund w sklepiku "Po schodkach" głośno dźwięczała cisza, w której było słychać głośne bicie serca Kuby i tykanie zegara, znajdującego się za plecami Klary.
Dopiero na zewnątrz, wraz z dopływem świeżego powietrza, Kubie wróciła zdolność myślenia. Decyzja, jaką podjął, była jedyną możliwą, jaką zakładał. Sprawdził, o której Klara zamyka sklepik i mocno postanowił, że chwilę wcześniej zjawi się tam z bukietem białych róż. 
O zawiniątku z młynkiem, jakie zostało na schodku, gdzie na chwilę przysiadł, po wyjściu ze sklepiku, zupełnie zapomniał.

Życie nie stoi w miejscu...

  Płomień maleńkiej świecy rozpalał się coraz bardziej. Z początku nieśmiało, a potem coraz odważniej wspinał się po jedwabnym sznureczku, o...